Wspaniałym recitalem na tegorocznym Festiwalu Sopockim obchodził 40-lecie swojej kariery artystycznej. Zwany już dziś królem polskiej piosenki, 10 lat z tych 40-tu spędził w Stanach Zjednoczonych. Występował tam nie tylko w polonijnych klubach, bawiąc rodaków „Parostatkiem” czy „Rysunkiem na szkle”, Występował także na amerykańskich scenach w Las Vegas, Reno, Nowym Jorku, Los Angeles czy San Francisco. Tam nie wystarczały przeboje z Polski. Wtedy sięgał z powodzeniem do klasyki amerykańskiej piosenki...
To pierwsze źródło płyty, którą Państwu proponujemy, płyty zaskakującej po sukcesach, jakie Krzysztof Krawczyk odnosi na polskim rynku muzycznym od 4 lat. Tym razem wraca do tradycji muzycznej w najszlachetniejszym jej wydaniu.
Źródło drugie: końcówka łat pięćdziesiątych, chwilowa odwilż w Polsce. Do kin wchodzi film z Louisem Armstrongiem. Armstrong gra na trąbce i śpiewa swoim chropawym głosem. Na ekranie, tuż przy scenie mały murzyński chłopiec wpatrzony jak urzeczony w zwalistą postać artysty... Na widowni wraz ze swoim ojcem Krzysztof Krawczyk widzi siebie w roli tego małego chłopca... Czy mógł wtedy przypuszczać, że za niespełna pięćdziesiąt lat zaśpiewa utwory z repertuaru wielkiego Satchmo?
I źródło trzecie: początek roku 2004, jeden z największych wokalistów rockowych świata, Rod Stewart (widocznie też miał kiedyś podobne fascynacje, bo nagrał 2 płyty z cyklu „American Song Book”), po sukcesie drugiej płyty wpada na pomysł, żeby w krajach, w których sprzedano najwięcej tych właśnie płyt towarzyszył mu, w jednym z utworów, piosenkarz popularny w danym kraju. W Polsce wybór padł na Krzysztofa Krawczyka. W utworze „Don't Get Around Much Anymore” kilka fraz należy do Krzysztofa, śpiewają wspólnie w refrenach. Red komentuje: „...brzmimy z tym facetem z Polski jakbyśmy całe życie śpiewali wspólnie w Las Vegas...”, zaś w Polsce spotykamy się z pytaniem: dlaczego tak mało Krawczyka w tym duecie? Odpowiedź może być jedna: mało? Zabieramy się do pracy... Sięgamy do bogatej skarbnicy piosenki amerykańskiej, od symbolu Ameryki Georga Gershwina, przez Cole Portera, Duke Elingtona, Jaya Levingstona do komedianta z Europy Charlie Chaplina. A ponieważ zbliżają się Święta, czemu nie dodać bożonarodzeniowej ścieżki muzycznej, która od 60 lat zapowiada na świecie ten dzień szczególny „White Christmas” Irvina Berlina?
Ten wspaniały materiał muzyczny dał Krzysztofowi wielką możliwość pokazania melodyjności swego głosu, a jednocześnie nieprawdopodobne wyczucie swingu. Wydawało się, że źródłem artystycznej drogi Krawczyka był Elvis Presley. Przy całym szacunku dla Mistrza i dla późniejszych: Beatlesów i Toma Jonesa, wydaje się, że tą płytą Krawczyk odkrywa jeszcze inne, nieznane szerzej źródła inspiracji. Wraca do tego, ca usłyszał ten mały chłopiec u stóp wielkiego Louisa Armstronga, a wraz z nim mały Krzysio w mroku łódzkiego kina...
Andrzej Kosmala
Krzysztof Krawczyk - Mona Lisa. Amerykańskie piosenki
℗ 2004 K & K Studio
© 2004 ITI Film Studio
Tracklist:
01. I Left My Heart in San Francisco
02. 'Till There Was You
03. Mona Lisa
04. Smile
05. As Time Goes By
06. They Can't Take That Away from Me
07. Somewhere Over the Rainbow
08. Don't Get Around Much Anymore
09. Someone to Watch Over Me
10. Summertime
11. Every Time We Say Goodbye
12. Cheek to Cheek
13. Dream a Little Dream of Me
14. What a Wonderfull World
bonus track
15. White Christmas
- video. Mona Lisa
Personnel:
Krzysztof Krawczyk: vocal
Piotr Kałużny: piano
Wiesław Wolnik: electric & acoustic guitar, keyboards
Ryszard Kniat: keyboards
Zbigniew Wrombel: double bass
Paweł Gabryś: drums
Jarzy Karwowski: saxophone, clarinet
Piotr Banyś: trombone
Marian Napieralski: trumpet, flügelhorn
Przemysław Hałuszczak: harmonica
Elka Pietrzak-Schubert: violin
Michał Schubert: violin
Dominika Sikora: viola
Justyna Gertner-Piechel: cello
Recorded between March and September 2004 at K&K Studio, Poznań, by Wiesław Wolnik.
Mastered by Ryszard Szmit.
Translation of oryginal texts by Marta Drozd & Ania Pralna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz